poniedziałek, 15 grudnia 2014

Dom dla samotnych zwierzaków


Krakowskie Towarzystwo Opieki  Nad Zwierzętami działa już od 1990 roku jako organizacja zajmująca się opieką i ochroną wszystkich gatunków zwierząt. KTOZ przejął dotychczasowe obowiązki Towarzystwa Opieki Nad Zwierzętami, które było drugą taką organizacją na świecie, założoną 1 listopada 1884 roku. Schronisko o wielo letniej tradycji miało wielu dobroczyńców i współpracowników min. Stefan Żeromski , Bolesław Prus, Henryk Sienkiewicz i wielu innych wybitnych polaków.

„Misją Krakowskiego schroniska dla Bezdomnych zwierząt jest zapewnienie wszystkim naszym podopiecznym zdrowia i jak najlepszych warunków bytowania oraz znalezienie dla jak największej rzeszy podopiecznych nowych właścicieli i domów”- czytamy na stronie schroniska.
Obecnie w schronisku przebywa około 350 psów i 120 kotów różnych ras i wielkości. Właściciele poszukujący swoich zaginionych zwierzaków mogą wykorzystać przydatne narzędzie do lokalizowania miejsca pobytu swoich ulubieńców za pomocą wyszukiwarki zwierzaków. By skutecznie skorzystać z tego ułatwienia, trzeba wpisać podstawowe dane zwierzaka takie jak : płeć, wielkość, nr Chip i identyfikator. W przypadku znalezienia zwierzaka właściciel jest zobowiązany do pokrycia wszystkich kosztów pobytu w schronisku.
KTOZ przypomina, że adopcja zwierząt jest bezpłatna, wymaga ona tylko podpisania Umowy Adopcyjnej na podstawie dowodu osobistego wraz z adresem zamieszkania. Również nie pobiera opłat za głoszenia o interwencje odnośnie bezdomnych zwierząt.
Jak można pomóc?



                                   



  • informować KTOZ o niehumanitarnym traktowaniu zwierząt pod numerem telefonu:12 429 74 72
  • Wpłacając darowiznę na Konto Bankowe
  • wspomóc schronisko artykułami żywnościowymi dla zwierząt(dary można przynosić do biura KTOZ przy ulicy Floriańskiej 53)
Bardzo istotnym punktem działalności na rzecz schroniska jest Wolontariat. Osoby chętne do pomocy, pragnące pomóc zwierzakom są mile widziane. Wolontariuszem może zostać każdy kto:

  • ukończył 18 lat lub 16 i przedłoży pisemna zgodę rodziców lub opiekunów
  • kocha zwierzęta
  • nie cierpi na alergie związane z sierścią zwierząt
Do obowiązków będą należały: 
  • wyprowadzanie zwierząt, 
  • czesanie, pielęgnacją kotów, 
  • udział w zbiórce żywności w supermarketach
Wszystkie informacje znajdują się na oficjalnej stronie Krakowskiego Towarzystwa Opieki Nad Zwierzętami.

Przydatne linki:    http://www.safe-animal.eu/

Źródła:                                                                                                         http://www.schronisko.krakow.pl/


środa, 3 grudnia 2014

Tak bardzo wysublimowani

Podążając za popularnym serialem „Gossip Girl” oraz za filmem pt . „Wredne dziewczyny”, można by rzec, że krakowska młodzież wcale nie jest w tyle za amerykańską. Możliwe, iż jest bardziej wyrafinowana i przebiegła.
    Ci, którzy uczęszczają do elitarnych liceów wiedzą, że wystarczą podstawowe umiejętności w komunikacji, iPhone i w miarę firmowe ubrania, żeby być tzw. „fejmem”. Ale to nie wystarczy, żeby należeć do Elitki.
    Krakowska  Elitka dzieli się na tę przeciętną i na tą absolutnie „haj artową”, stylizującą się na filmach typu „Nagi Instynkt” czy „Pulp Fiction.” Inteligentna młodzież lubująca się w dekadencji, blichtrze i swoistym przeintelektualizowaniu.
    Dziewczyny ubierające się modnie, z wianuszkiem  przyjaciółek chętnych do zdjęć na Instagrama. Jest ich naprawdę wiele i każda w bardziej dobitny sposób lub z ukrycia chce być „Queen Bee”, czyli królową pszczół.  Są gotowe zrobić wszystko dla popularności, uznania i spełnienia swoich potrzeb towarzyskich.
    Kiedy raz zrobi się o nich głośno - z powodu intrygującego zdjęcia na Facebook’u czy gorącej plotki na temat domniemanego biseksualizmu, zrobią wszystko, żeby ich pięć minut trwało jak najdłużej. Członkowie Elitki zazwyczaj są towarzyscy i mili, jednak we własnym gronie kpią z tzw. Plebsu. Przykładem takiej osoby jest K.
Uczęszcza do jednego z tych elitarnych liceów, ma konto na Instagramie,  Facebooku, a nawet Filmwebie. Prawie wszędzie pojawia się ze swoim małym gronem „oddanych” koleżanek. 
Wie, że jest atrakcyjna, ma ciekawą urodę i potrafi to wykorzystać. Ale czy na pewno dobrze? Czy prymitywne i niewymagające społeczeństwo jest odpowiednią „publicznością” ?
K zgrywa zimną i niedostępną. Zrobi wszystko, żeby podtrzymać swój wizerunek „bitchy girl”, na siłę upodabniając się do głównej bohaterki „Nagiego Instynktu”.
W przypływie weny identyfikuje się z Zawahaną Nike. Pisze o sobie, że jest „jak monument aksamitem pokryty.” Ale cóż z tego, że się otworzyła i rozpłakała do przyjaciółki, skoro jutro i tak będzie ją upadlać w towarzystwie, licząc, że „wzrośnie jej prestiż” ?
Co rano je lekkie śniadanie - dba o linię. Jest zgrabna i wysportowana. Wychodząc z domu, zarzuca na ramię podróbkę torby od Louisa Vuitton’a i zabiera ze sobą pusty kubek po kawie z Coffeeheaven. Mimo iż jest ciemno, ubiera okulary przeciwsłoneczne.  Teraz może dumnie kroczyć w stronę przystanku.  Do szkoły dojeżdża tramwajem, ale przed wejściem musi wypalić czarnego papierosa - czeka ją ciężki dzień!
Po wejściu do budynku wita się z koleżankami. Oczywiście nie wystarczy typowe „hej”, „cześć”, czy „dzień dobry”.  „Siema” odpada. Jest zarezerwowane dla plebsu i  „dresów”. Ostentacyjne powitanie wygląda niemal komicznie - całują się w policzki z niesamowitym dystansem, ledwo muskając skórę - z przyczyn oczywistych. Nie można rozmazać szminki!
Jeśli lekcja ją zainteresuje, to uważa. Jeśli nie - zawsze może napisać jakiś wiersz, ewentualnie przeglądnąć Kwejka.
Lubi rozmawiać z głupszymi - to daje jej ukrytą satysfakcję i przewagę. Uwielbia intrygi i kocha manipulować ludźmi. Rzadko się zdarza, żeby ktoś ją przejrzał. A jeśli tak się stanie - odcina się na jakiś czas. Lub na dłużej. 
Przerwa trwa bite piętnaście minut, więc spokojnie zdąży wypalić kolejnego Black Devil’a z grupą znajomych na Placu Sikorskiego. Przy okazji zabłyśnie w towarzystwie jakimś intrygującym stwierdzeniem, które sklecała w drodze do szkoły i skrzętnie planowała całą wypowiedź. Kiedy już się jej uda, wróci do szkoły.
Kolejną przerwę spędzi na jedzeniu sushi ze swojego eleganckiego pojemnika na żywność. Poczęstuje kilka osób, najlepiej z innego kręgu niż jej własny - poszerzy sieć znajomych.    O dziwo, nadal trzyma w ręce pusty kubek z Coffeeheaven.
Kiedy już miną lekcje, uda się z koleżankami do McDonald’s na Szewską. Tam bywają praktycznie wszyscy. Wszyscy popularni, rzecz  jasna. Jest to miejsce odpoczynku i relaksu. Wchodząc do ogródka, po prostu ma się pewność, że spotka się kogoś znajomego. Policja nie ma tam specjalnych przywilejów, a zarząd  niespecjalnie przejmuje się, kiedy małolaty tam palą i przesiadują, bo wydają majątek na ich paskudne jedzenie.
Siada przy stoliku ze swoją grupką (5 dziewczyn). Ale zawsze miło, kiedy dołączy do nich jakiś inny „fejm.” K zaczyna opowiadać o swoich przemyśleniach. Dochodzi do wniosku, iż ZARA „zeszła na psy” i nie ma sensu tam chodzić. Ale nic nie szkodzi, został jeszcze Peek&Cloppenburg. Zobaczywszy przy sąsiednim stoliku „maniurę”, dziewczyny ściszają głos, by móc bezkarnie wyśmiewać jej niestarannie wymalowane paznokcie i tlenione blond włosy. Ich wzrok najbardziej przykuwają różowe legginsy i brązowy fluid niedokładnie rozsmarowany na bruzdowatej twarzy kobiety. „MASAKRA!”- komentują. 
Po ok. dwudziestu minutach K żegna się  z koleżankami. Każdą z osobna całuje w prawy policzek. „Au revoir, my Little Bitches!” Wychodzi czując ulgę, że ma je z głowy na resztę dnia. Kieruje się w stronę Plant. Uwielbia tamtędy chodzić. Czuje wtedy duchowe połączenie z byłymi osobistościami Krakowa. Z Wyspiańskim, Jasnorzewską i całą bohemą artystyczną. Identyfikuje się z nimi. Co prawda gardzi zakochanymi, całującymi się na ławkach, ale w głębi serca sama o tym marzy.
Dotarłszy do Galerii Krakowskiej, najpierw  udaje się do Sephory. Ostatnio skończyły jej się perfumy, ale przecież uwielbia, kiedy prawią jej komplementy na temat tego,  jak ładnie pachnie.
Najpierw zagaduje do jednej z pracownic, pytając o jakieś promocje, najlepiej zestawy. Tak naprawdę dobrze wie, że zestawy pojawiają się dopiero przed Świętami, a jest dopiero wrzesień. Ale wydaje jej się, że wtedy wygląda mniej podejrzanie i może do woli spryskiwać swój trencz drogimi perfumami. Udało się. Wychodzi. Rozbolała ją głowa, więc postanawia wrócić do domu.
Mama upiekła kotlety, co ją wcale nie zadowala. Zasmuciła się, gdyż tym razem nie sfotografuje swojego posiłku i nie doda zdjęcie na „Insta”.  Kotlety nie są „lanserskie”.
Po krótkiej drzemce odrabia lekcje. Wcale nie ma ochoty, ale elitarna szkoła zobowiązuje. Bardzo by chciała błysnąć wiedzą w jakiejś olimpiadzie - najlepiej z polskiego, jednak brakuje jej samozaparcia. Jej słomiany zapał i wahania nastrojów zdominowały jej życie.
Skończyła, więc spokojnie może przejrzeć  Facebook’a. Widzi dwie nowe wiadomości: jedna od idioty, który zabiłby, żeby się z nią umówić, a druga od przyjaciółki. Aż za długa. Czyta i powoli obmyśla ripostę. Przyjaciółka jest wobec niej bezgranicznie szczera. K to docenia, ale zaczyna  się nudzić. W końcu ma idealny materiał na intrygę. Tym razem potrzebuje inspiracji i szaleństwa. Szczerość też jest dobra, pod warunkiem , że osoba mówiąca zdobyła dla niej gram „śniegu”.
K zawsze chciała spróbować kokainy i poczuć się jak Uma Thurman w „Pulp Fiction”. Jest wyjątkową dziewczyną. Kręci ją dekadencja i upadek moralny, jednak jej życie jest zbyt płytkie. Za wszelką cenę stara się je ubarwić sprośnymi komentarzami oraz chłodem. Próbuje być zimna i nie otwiera na prawdziwe uczucie. Uważa, że w ten sposób zachowa swoją pozę tajemniczej i pożądanej. Robi wrażenie pewnej siebie i niezwyciężonej, kiedy w  środku jest rozbita i krucha.
W nocy zbiera jej się na przemyślenia. Myśli o samobójstwie - najlepiej w Ameryce. Widzi się w  czarnym, rozpędzonym Fordzie Mustangu zjeżdżającą z urwiska. Oczywiście nie chciałaby tego, ale według niej taki koniec byłby poetycki i krążyłyby o niej legendy. Kiedy już miną jej melancholijne i smutne wizje, planuje swoją przyszłość. Marzy o studiach na Harvardzie albo w Cambridge. Byleby nie mieszkać w Krakowie. W tym mieście pretensjonalnej tandety intelektualnej i każdej innej.
Z mamą nie rozmawia ostatnio wiele, gdyż ta pracuje do późna, żeby zapewnić córce dobrobyt, choćby sama miała chodzić „obdarta”.
Tak naprawdę ma dość i chciałaby być sobą. Jednak strach przed odrzuceniem, przed tym,  że okazując swoje uczucia spadnie z piedestału, jest paraliżujący. W końcu zasnęła, licząc, że kolejny dzień będzie lepszy.
Kolejny dzień mija niemal identycznie, tyle, że na obiad jadła tosty francuskie. Mama się rozchorowała i nie miała nawet siły, by ruszyć się z łóżka. K zamiast jej pomóc, czy współczuć, wybiega z domu. Dzwoni do przyjaciółki - tej oddanej, na każde zawołanie. Siadają na Planatch, pod fontanną. K płacze, mówi, że tęskni za tatą, chociaż zmarł tak dawno. Mówi wszystko, co leży jej na sercu… i przeprasza. Obiecuje, że postara się zmienić. Oczywiście nie diametralnie, ale przynajmniej dla najbliższych…  Przysięga, że nie będzie już ranić bez powodu.
K jest indywidualistką, która boryka się z codziennymi problemami wykreowanego życia. Tak jak mnóstwo innych osób, sama wykreowała swój wizerunek i musi się go stricte trzymać, żeby nie stać się pośmiewiskiem. Tak naprawdę tęskni za spontanicznością i dozą szaleństwa - niekoniecznie na modnych, klubowych imprezach. Jest uczuciowa i wrażliwa, ale zbyt dumna, żeby się do tego przyznać.
Nie ma w tym nic odkrywczego, że wszyscy przybieramy maski i pozy. Wstydzimy się samych siebie, a to powoli zabija. K nadal nie wie, jak zmienić swoje zachowanie i z każdym dniem jest jej trudniej, a opinia femme fatale wymaga poświęceń. Jest spora szansa, że Elitka straci kontrolę i w przyszłości naprawdę będą zimni, obojętni i cyniczni z ironicznie zmrużonymi oczami.

Paulina Bugajska, 1A

wtorek, 2 grudnia 2014

Wywiad z państwem Marleną i Piotrem Podgórskimi o Środowiskowym Domu Samopomocy „Przystanek Betlejem” i Stowarzyszeniu Pomocy Niepełnosprawnym o tej samej nazwie.

Przyszedłem do niewielkiego budynku, mieszczącego się za kościołem pod wezwaniem św. Maksymiliana Marii Kolbego w Nowej Hucie, to tu znajduje się Środowiskowy Dom Samopomocy „Przystanek Betlejem”. Zaczekałem chwilę na pana Piotra Podgórskiego i jego szanowną małżonkę Marlenę, którzy to zgodzili się udzielić wywiadu. Zostałem oprowadzony po ośrodku, niestety już w godzinach „pozajęciowych” więc nie mogłem zobaczyć tego, o czym opowiadało mi tych dwoje wspaniałych ludzi. Po wymienieniu uprzejmości zacząłem zadawać pytania, na które bez wahania odpowiadano.


B(artłomiej)M(ałczyński): Jak, kiedy i dlaczego powstał ośrodek?

M(arlena)Podgórska: Stowarzyszenie, bez którego raczej nie powstałby ośrodek, powstało na fali ruchu społecznego „Wiara i Światło”. Organizacja zaczęła tworzyć się w roku 1989, a w 1997 została formalnie zarejestrowana. Ośrodek (czyli Środowiskowy Dom Samopomocy „Przystanek Betlejem”) powstał po to, by nieść pomoc osobom niepełnosprawnym.

BM: Jak wygląda ta pomoc?

P(iotr) Podgórski: Nasz cel realizujemy poprzez organizowanie wypoczynku, integrację osób z niepełnosprawnością intelektualną ze środowiskiem społecznym oraz zapewnienie każdej osobie niepełnosprawnej prawa do wszechstronnego rozwoju, podtrzymywania i rozwijania umiejętności niezbędnych do samodzielnego życia.

MP: Jako ciekawostkę warto wspomnieć o znaczeniu słów „Przystanek Betlejem” w nazwie zarówno stowarzyszenia, jak i Domu. Przystanek, ponieważ czas, jaki podopieczni spędzają w ośrodku jest bardzo krótki w stosunku do czasu życia ludzkiego i jest tylko „przystankiem” w trakcie egzystencji. Betlejem, bo ludzie, którzy trafiają pod opiekę pracowników ośrodka zazwyczaj są niechciani nigdzie indziej i tak jak Święta Rodzina znalazła się w „Stajence”, tak oni znaleźli się u nas.
BM: Jakie osoby trafiają pod państwa opiekę?

PP: ŚDS jest ośrodkiem dziennego pobytu dla osób dorosłych z upośledzeniem umysłowym i innymi niepełnosprawnościami.

BM: Jak wygląda praca w ośrodku? Ile osób do niego uczęszcza?

MP: Uczęszcza do niego 27 osób o różnym stopniu upośledzenia zarówno umysłowego jak fizycznego. Praca wygląda tak, że opiekunowie najczęściej przygotowują zajęcia i treningi dla naszych „dzieci”, są one oczywiście dostosowane do potrzeb indywidualnych oraz możliwości podopiecznych. Nieraz wychodzą naprzeciw zapotrzebowaniom wynikających z oddziaływań wspierająco-rehabilitacyjnych...

PP:Na przykład warsztaty( stolarskie), edukacja, terapie i rehabilitacje.

MP: Niektóre dzieła z warsztatów są sprzedawane na aukcjach i kiermaszach prowadzonych prze Stowarzyszenie.

BM: Czy organizują państwo wyjazdy i wycieczki lub innego rodzaju imprezy dla waszych podopiecznych?

PP: Tak, niedawno byliśmy na Małopolskich Zawodach Wspinaczki Skałkowej dla osób niepełnosprawnych. Poza tym często jeździmy na zielone szkoły i obozy.

BM: Mam jeszcze pytanie o ten samochód stojący w rogu, czy ma jakieś konkretne przeznaczenie?

MP: Ten samochód spełnia funkcję terapeutyczną. Do naszej placówki uczęszcza chłopiec bardzo lubiący samochody, tylko tam jest w stanie odprężyć się i odetchnąć. Wstawiliśmy mu tam nawet radio, z którego puszczam mu jego ulubioną muzykę...

PP:Najczęściej biesiadną i w gatunku disco, a nurcie polo. Warto nadmienić, że na początku wcale nie opuszczał pojazdu, potem dopiero oswoił się z otoczeniem w ośrodku. Teraz nawet je przy stole z innymi!

BM: Chłopiec potrzebował aż takiej pomocy?

MP: Tak, kiedy doświadczał zmian był bardzo zły i potrafił niszczyć wszystko wokół siebie. Teraz wyciszył się i uspokoił.












Według mnie to wspaniała inicjatywa i przykład do naśladowania dla innych. 
Wywiad przeprowadził Bartłomiej Małczyński.



poniedziałek, 17 listopada 2014

Koncert Eltona Johna w Krakowie - 5 XI 2014r.

Sir Elton John wystąpił w Krakowie 5 listopada w ramach trasy koncertowej "Follow The Yellow Brick Road", która przypomina o albumie "Goodbye Yellow Brick Road" (1973) . Tourneé z okazji 40lecia płyty rozpoczęło się rok temu i trwa do dziś. Z tego powodu dla publiczności nie było to zaskoczeniem, iż najwięcej utworów usłyszeliśmy właśnie pochodzących z tej płyty.
Na Kraków Arenę przyjechałam prawie godzinę przed rozpoczęciem koncertu, ale już wtedy wokół budynku stało pełno ochrony. W końcu to typowe dla eventów takiej rangi. Około 19:30 puste miejsca zaczęła zajmować widownia, ponieważ o tej godzinie miało się rozpocząć show. Kiedy na scenę wszedł Sir Elton John oraz jego zespół, publiczność przywitała ich gorącymi brawami. Artysta miał na sobie obszyty cekinami, fioletowy frak oraz żółte wayfarery, co przykuwało uwagę widzów (Elton od zawsze słynął z bardzo niecodziennych stylizacji na koncertach) . Na początku występu większość słuchaczy spokojnie siedziała na swoich miejscach i bez większego entuzjazmu biła brawo co każdą kolejną piosenkę. Mimo to, muzyk po każdym zagranym przez siebie utworze wstawał i nisko się kłaniał, dziękując publiczności za oklaski.
Od czasu do czasu artysta zagadywał do widzów:
-Witam Krakauu! Dobrze wymawiam? Krakauu? Nie? To możecie mnie zastrzelić później.
Elton mówił też wielokrotnie o tym jaki jest szczęśliwy ze swoją rodziną i że może nadal dla grać, mimo takiego wieku. Poruszył też problem braku miłości i pokoju na świecie. Po paru kawałkach muzyk zagrał „Your Song” (przed rozpoczęciem utworu podkreślił też, że gdyby nie napisał wraz ze znajomym tej piosenki, to nie grałby dzisiaj dla nas). Widownia natychmiast się ożywiła. Później zaśpiewał też hit „I’m Still Standing”, wtedy już prawie cała publiczność zaczęła nucić pod nosem, tańczyć i klaskać. Po kolejnym kawałku (klimatycznym „Sacrifice”) atmosfera kompletnie się zmieniła. Słuchacze kołysali się na boki i machała latarkami w telefonach komórkowych. Niektórym widzom poleciały też łzy wzruszenia. Sir Elton John zakończył show również wielkimi numerami – „Circle of Life” i „Can You Feel the Love Tonight” z bajki pt. “Król Lew”, do której artysta skomponował soundtrack.

Według mnie, koncert był naprawdę udany i na wysokim poziomie. Bardzo się cieszę, że miałam okazję zobaczyć jednego z moich ulubionych muzyków na żywo. Jedyna rzecz, która mnie lekko irytowała to słaba akustyka – czasami słychać było echo na sali, a głos Eltona Johna był przytłumiony przez zbyt głośne instrumenty. Mimo to, jestem naprawdę zadowolona i mogę śmiało mówić, że to jedno z najlepszych wydarzeń, jakie miałam okazję doświadczyć.



Barbara Wesely

piątek, 14 listopada 2014

Krótkie ogłoszenie

Dzisiaj odnotowaliśmy ponad 1000 odsłon naszego bloga. Cieszymy się, że tak chętnie odwiedzacie tę stronę. Dziękujemy wszystkim za zainteresowanie. :-)

Redakcja 

czwartek, 13 listopada 2014

Sprawa dotycząca konkursu.

Wiele z Was pytało się nas o wyniki konkursu na nazwę naszego, pijarskiego bloga. Niestety, żadna z propozycji nie satysfakcjonowała nas na tyle, aby wybrać zwycięzcę. Mimo to, vouchery do kina wciąż nie zostały wykorzystane. Już myślimy nad nowym konkursem, aby któryś z Was mógł wygrać te bilety :-). Także nie martwcie się i czekajcie cierpliwie na informacje dotyczące kolejnej zabawy.

Redakcja

Trumienna Ryba

       W czasach, gdy muzyka jest uporządkowana, pogrupowana i wciśnięta w szufladki, coraz częściej dopada mnie obawa, że nie da się wpaść na nowe idee.

Jak bardzo byłem w błędzie? Wywiad z wokalistą grupy “Coffinfish” Piotrem Zającem.

Skąd wzięła się nazwa i co tak naprawdę ona oznacza: trumienna ryba, ryba w trumnie, ryba trumna, a może jeszcze coś innego?

- W zasadzie nie jest to żadna z rzeczy, które wymieniłeś. Coffinfish to gatunek ryby w kształcie trumny, do tego wyjątkowo brzydkiej.

Widzę tu pierwsze nawiązanie do tematyki płyty...

- Tak. Gdy dołączyłem do zespołu, postanowiłem nadać kapeli jakiś koncept. Klimaty morskie pasują do muzyki, jaką gramy – metal momentami wolny i ociężały, osadzony w długich kompozycjach.

To były właśnie moje pierwsze odczucie, kiedy słuchałem debiutanckiej płyty “Staring at the Abys”: mroczny, tajemniczy  klimat, trochę jak Tool…

- Nie do końca. Wiele osób nam to mówi, dla mnie osobiście nie jest to inspiracja I staram się od tego ociąć.

Na waszej stronie przeczytałem, że fascynujecie się ''Weird Fiction''. Domyślam się, że nawiązywaliście do Lovecrafta?

- Tak, nawet bardzo. Na okładce płyty umieściliśmy jego cytat. Jednak nie była ona tak oparta na Lovecrafcie, jak płyta którą teraz wydajemy. Na nowym krążku wszystkie numery inspirowane są jego twórczością, jego twarz jest na okładce, a tytuł płyty brzmi ''I am Providence'' - jest to inskrypcja z jego nagrobka. Będzie ona zwieńczeniem całego pomysłu i klimatu. Cały materiał, który nagraliśmy na płytę nie zmieścił się na niej, więc w niedługim czasie od wydania longplaya wypuścimy epkę. Płyta będzie miała 5 kompozycji - to nie dużo, ale żadna z nich nie trwa krócej niż dziesięć minut.

Poszliście w storytelling?

- Dokładnie, każdy kawałek jest zamkniętą opowieścią, nie dzieliliśmy go na zwrotki ani refreny.

Jeśli chodzi o teksty, to każdy wasz numer opisuje odrębną historię katastrofy jakiejś jednostki morskiej. Czy są to historie oparte na faktach?

- Tak, dwa pierwsze kawałki opisują autentyczne historie. Szukałem jakiejś koncepcji, która dopasowałaby się do muzycznego klimatu epki i wpadł mi do głowy pomysł katastrof statków. Teksty pisane są z perspektywy osób, które to przeżyły lub nie. Trzeci utwór jest fikcją - opisuje domniemane przeżycia pasażerów statku, który zaginął w trójkącie bermudzkim. Inspiracje czerpałem  chociażby z takich lektur jak ''Stary człowiek i morze'', czy ''Moby Dick''. Walka z żywiołem - to chciałem opisać na płycie.

Jesteście na scenie od 2011 roku. Jak odnajdujecie się na rynku i jakich sposobów szukacie, aby się promować?

- Nie mamy aspiracji, aby rozdmuchiwać cały projekt - podchodzimy do muzyki twórczo. Zależy nam na przyjemności płynącej z grania. Dobrze jest mieć szacunek na scenie i wydaje mi się, że to udało się nam osiągnąć. Nie pchamy się nigdzie na siłę. Mieliśmy koncepcję grać wszędzie i ładować się na każdy koncert, ale teraz to zmieniamy. Mamy małego wydawcę, który wydaje tylko muzykę podobną do naszej. Obracamy się w małym środowisku i jesteśmy z tego zadowoleni.

Myślicie nad adaptacją waszej muzyki w formie klipów? Kto z obecnych artystów mógłby się tego podjąć?

- Jest to temat dosyć aktualny, jesteśmy w trakcie rozmów. Chcemy zrobić dwa teledyski, które będą promowały płytę. Czy uda się tak zrobić - czas pokaże. Nie chcemy robić tego w typowy sposób jak większość kapel, myślimy o klimatach typu teatrzyk kukiełkowy, animacje...

Coś jak filmy braci Quay...

- Dokładnie.

Jak wygląda sprawa zarobków i życia z muzyki. Są z tego jakieś realne pieniądze?

- Nie, czasem ktoś kupi płytę. Ale jeśli chodzi o koncerty, dobrze jest, gdy wychodzimy na zero. Najlepszą rzeczą w graniu koncertów jest poznawanie ciekawych ludzi. Graliśmy z kapelami z Niemiec, Szwecji, Holandii, od których dostaliśmy zaproszenia na wspólne granie. Na koncerty przychodzą najróżniejsi ludzie, od starszych po nastolatków, ale nie mieliśmy sytuacji, żeby ktoś powiedział po występie, że mu się nie podobało.

Czym jest logo na okładce? Przypomina mi oceaniczną gąbkę...

- To jest jakiś glon. Jest to fragment ilustracji osiemnastowiecznej książki opisującej faunę i florę morską niejakiego Heackela. Autor okładki umieścił ją i to nam się spodobało.

Dziękuję za wywiad na pewno spotkamy się na koncertach.

Coffinfish – oświęcimsko-krakowska kapela grająca post metal/experimental/sludge  powstała w 2011 roku. Obecnie liczy 6 członków :
Czapla - gitara
Jasiek - klawisze
Kołek - perkusja
Lobo - wokal
Michał – gitara basowa
Prymas - gitara



H.P Lovecraft - Howard Phillips Lovecraft (ur. 20 sierpnia 1890 w Providence, zm. 15 marca 1937 w Providence w stanie Rhode Island) pisarz amerykański, autor fantasy i opowieści grozy (weird fiction), składających się na tzw. mitologię Cthulhu. Jest jednym z prekursorów fantastyki naukowej.





Bartosz Oleszko-Pyka

Wygrać z drzwiami (Aktualnie wydarzenia)

27 października godzina 8:55, zaczęła się druga lekcja w Liceum Ogólnokształcącym Zakonu Pijarów, jednak nauczycielka za nic w świecie nie była w stanie otworzyć drzwi do sali 51. Pomimo odgłosu przeskakującego zamka drzwi pozostały nietknięte, a część klasy 1a i 1b nie mogła dostać się do pomieszczenia, w którym zostawiła swoje rzeczy. W końcu pani nauczycielka poddała się i poszła po pana konserwatora. Jednakże on również nie mógł poradzić sobie z złośliwym przedmiotem. Pan konserwator poddał się i przy pomocy piły tarczowej po prostu przepiłował zawiasy i wyjął drzwi z futryny, a uczniowie odzyskali swoje rzeczy.

To nie jest prawdziwa złota polska jesień!

Chociaż jesień skąpi słonecznych i ciepłych dni nie możemy pozwolić , aby dopadła nas jesienna chandra. Z psychologicznego  punktu widzenia nie jest to depresja, ale SAD (z ang. Seasonal  Affective  Disorder), czyli sezonowe zaburzenia nastroju. Powraca ono co rok podczas jesiennych i zimowych miesięcy. Niektórzy z nas zaczynają odczuwać skutki braku światła już we wrześniu, a inni dopiero w listopadzie. Osoby dotknięte SAD potrzebują dużej ilości snu, trudno im się rano obudzić, mają mniej energii i chęci do pracy. Tracimy też pewne rodzaje aktywności na świeżym powietrzu i rzadziej udzielamy się towarzysko. Jeśli w zeszłym roku dopadła cię jesienna chandra to jest duże prawdopodobieństwo, że dopadnie Cię również w tym roku. Jednak z zaburzeniem nastoju można poradzić sobie samemu.
Oto kilka porad i wskazówek jak poradzić sobie z jesiennymi smutkami:

1. Nie oszczędzaj na świetle! Zafunduj sobie seans fototerapii
Niech w twoim  domu nie będzie ponuro i ciemno! Jeśli trzeba wymień żarówki na mocniejsze, a ciemne klosze zmień na takie, które przepuszczają więcej światła.
Leczenie światłem jest obecnie jedną z najskuteczniejszych metod walki z jesienną chandrą, ponieważ uzupełnia niedobory światła.

2. Otaczaj się kolorami Nie daj się szarości!
Noś kolorowe ubrania i dodatki np.: czerwone korale, zielone lub pomarańczowe apaszki. Do swojego domu możesz kupić  kolorowe poduszki. Możesz również zaopatrzyć się w kwiaty doniczkowe i barwne  doniczki. Wybieraj kolory, które grzeją i podnoszą nastrój najlepiej: odcienie pomarańczowego, żółci, czerwonego, głębokiego różu.

3. Zrób coś konstruktywnego zamiast poddawać się smutkom!
Zapisz się na kurs tańca brzucha, zajęcia z gotowania, zapisz się do jakiejś fundacji, bo nie ma nic lepszego na smutki jak pomaganie innym ludziom. 

4.Ruszaj się- ćwicz, idź na basen, na spacer, na tenisa !
Ruch powoduje, że organizm produkuje więcej adrenaliny i wzrasta poziom endorfiny, czyli hormonu szczęścia, dlatego po wysiłku czujemy się lepiej, ponosi się ciśnienie krwi i w związku z tym mamy więcej energii i lepszy nastój.

5. Znajdź sens w jesiennej zadumie !
Pomyśl, że skoro natura dała nam cztery pory roku, to każda z nich spełnia inną rolę: wiosną budzimy się do życia, latem bawimy się beztrosko, jesienią wyciszamy się, bo czekamy na zimowy sen. Spójrz na czas jesieni jako na czas refleksji I wewnętrznego wyciszenia. Zastanów się nad sobą: kim jestem? do czego zmierzam? Co chcę w życiu osiągnąć? Co dla mnie jest najważniejsze? Jakie jest moje powołanie?. Każdą sytuację w życiu można dobrze wykorzystać, a czas jesiennej zadumy może służyć naszemu rozwojowi, bo jak mówi przysłowie: „człowiek rozwija się w ciszy własnego serca”.

„Listy mądrego człowieka odzwierciedlają charakter ludzi, do których są skierowane.

Całkiem niedawno w naszej szkole odbył się tydzień pisania listów.
Był to czas kiedy mogliśmy napisać to, co chcielibyśmy powiedzieć drugiej osobie, ponieważ  czasem  brakuje nam odwagi, by powiedzieć, co czujemy. Wielu z nas ma też swoje problemy albo szuka porady, a czasem chodzi, tylko o to, by nawiązać kontakt międzyludzki. Dlatego, jeżeli chcecie opowiedzieć o nowych wydarzeniach z waszego życia, ale nie macie blisko siebie swojego/swojej najlepszego/najlepszej kumpla/przyjaciółki albo potrzebujecie porady lub po prostu chcecie porozmawiać, to piszcie listy ! Postaram się odpowiadać na wszystkie listy, będę  robiła to rzetelnie i dość szybko, abyście nie musieli długo czekać na odpowiedź. Listy będzie można wkładać do pudełka na dyżurce lub przynosić je do Pani Anny Hawleny-Drożdżak w Sali 205 (sala j. polskiego). Czekam z niecierpliwością - ANDŻELANKA!


PS. NIE ZAPOMNIJCIE O KOPERCIE I ZNACZKU! :-)

A.N

„Delirium”- Lauren Oliver

„Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą[…]
Jest to fragment z 1 Listu świętego Pawła do Koryntian, w którym czytamy o wielkiej potędze miłości, bez której nie udałoby nam się nic osiągnąć. Co się jednak stanie, gdy zamiast uznać ją  za największy dar, ludzie potraktują ją jak przekleństwo. Nadadzą jej miano choroby i tak jak każdą inną zaczną leczyć?  Wtedy przeniesiemy się do świata „Delirium”.

Główną bohaterką książki Lauren Oliver jest młoda dziewczyna o imieniu Lena. Mogłoby się wydawać, że wiedzie ona całkiem zwyczajne życie. Od śmierci matki mieszka u swojej ciotki. Codziennie rano przed pójściem do szkoły biega ze swoją najlepszą przyjaciółką, stresuje się egzaminami i zastanawia nad swoją przyszłością. Różni się tylko tym, że od lat odlicza dni do swoich osiemnastych urodzin. Wtedy poddana zostanie zabiegowi, który uchroni ją przed najgroźniejszą chorobą, jaka kiedykolwiek pojawiła się na ziemi- miłością. Amor deliria nervosa, bo taką nazwę otrzymała, okrzyknięta została winowajczynią wszystkich nieszczęść, które spotykały ludzi. To ona sprawiała, że przestawali racjonalnie myśleć i dokonywali strasznych rzeczy w jej imię. Dziewczyna, która od lat wychowywana była w przeświadczeniu, że zakochanie się oznacza śmierć nieoczekiwanie zostanie poddana próbie, która zaważy nad jej życiem. Czy zdecyduje się zaufać Alexowi, który pokazał jej całkowicie inny świat, czy może pozostanie przy wpajanych jej od lat ideałach? Czy będzie wstanie porzucić własną rodzinę i życie, jakie do tej pory znała, żeby udać się w pogoń za szczęściem, do wielkiej niewiadomej? A co. jeśli wszystko to, przed czym ją ostrzegano, okaże się prawdą, a Amor deliria nervosa dosięgnie i ją?

„Oto najbardziej zdradliwa choroba na świecie: zabija człowieka, gdy go dopada, i wtedy, gdy go omija.”




„Delirium”- Lauren Oliver
Wydawnictwo Otwarte, kwiecień 2012
ISBN: 978-83-7515-156-5
Liczba stron:
360

K.K

Fotografia: Prawidłowa kompozycja zdjęcia

Kompozycja w fotografii to niezwykle ważny czynnik decydujący o standardzie naszego zdjęcia. Słownikowa definicja kompozycji to zestawienie elementów tak, aby razem tworzyły spójną całość np. lepiej postrzegane będzie zdjęcie, na którym postawimy obok siebie filiżankę i ciastko niż zdjęcie, na którym postawimy filiżankę i myszkę od komputera. Oprócz tego na kompozycję zdjęcia wpływają: dynamika zdjęcia (czy obiekt porusza się czy nie); tło i ustawienie fotografowanych przedmiotów. Zdjęcie nie jest wykonane poprawnie kompozycyjnie, jeśli jest na nim zbyt wiele nie wnoszących nic przedmiotów np. słup telegraficzny. Należy także zwrócić uwagę na sposób trzymania aparatu, aby np. zdjęcie nie wyszło karykaturalnie przekrzywione. Aby to zrobić należy wybrać kadr: pionowy lub poziomy.

-Pionowy- jeżeli robimy zdjęcia długim i wąskim przedmiotom np. ludziom, latarniom itp. Dobrze pokazane jest to na zdjęciu nr 1, na którym autor doskonale podkreślił długość muru chińskiego używając kadru pionowego.


-Poziomy- nie ma zasady określającej kiedy powinniśmy użyć kadru poziomego. Zwykle zaleca się zrobienie dwóch zdjęć i porównanie, które z nich jest lepsze. Jednak całkiem początkującym fotografom poleciłabym używanie kadru poziomego, jeżeli chcemy uchwycić bardzo długi obiekt, szczególnie ważne jest dla nas tło fotografowanego przedmiotu i jeśli robimy zdjęcie panoramiczne. Drugi z podanych przykładów bardzo dobrze pokazuje na zdjęcie numer 2, gdzie płaskie i szerokie tło uwydatnia jedyny wystający punkt, jakim jest drzewo i zwraca na nie naszą uwagę


Przy robieniu zdjęć ważne jest również pamiętanie o tzw. Zasadzie trójpodziału kadru. Często w dobrej jakości aparatach mamy możliwość nazwaną ,,linie pomocnicze”. Wtedy w kadrze pojawiają się dwie linie pionowe i dwie poziome dzielące obraz na 9 równych części, tak jak na zdjęciu nr 3. Miejsce przecięcia tych linii tworzy tak zwane  mocne punkty, czyli miejsca, na które podświadomie zwracamy największą uwagę, dlatego są one najważniejszym miejscem na zdjęciu i to pomiędzy nimi powinniśmy umieszczać przedmiot, na którego uwidocznieniu najbardziej nam zależy.


Mamy 4 podstawowe rodzaje kompozycji:
- Kompozycja otwarta- zdjęcie nie jest ograniczone z żadnej strony i obserwator zmuszony jest do dopowiedzenia sobie, co dzieje się poza kadrem.


-kompozycja zamknięta- przeciwieństwo kompozycji otwartej- wszystkie elementy znajdują się w obrębie kadru. 


-kompozycja statyczna- są to zdjęcia przedmiotów martwych idealnie w pionie lub w poziomie, ponieważ każdy skos daje wrażenie ruchu. Zwykle są to zdjęcia budynków lub przedmiotów.


-kompozycja dynamiczna- zdjęcie, które daje nam wrażenie ruchu fotografowanego przedmiotu. Tworzy się je przekrzywiając obiektyw ponieważ, jak zostało już powiedziane w poprzednim punkcie, skosy dają wrażenie ruchu. Są to także zdjęcia przedmiotów faktycznie przemieszczających się lub z częściowo zamazanym jednym przedmiotem (np. ludzie, samochody), a także fotografie wykonane z lotu ptaka.


Mam nadzieję że mój artykuł pomoże wam w robieniu coraz to piękniejszych zdjęć, a już za miesiąc możecie spodziewać się dalszej części podstaw fotografii, jednak tym razem tematem będzie perspektywa fotografii.

J.K

środa, 12 listopada 2014

Jesienne inspiracje

Jesień to piękna pora roku. W codziennych stylizacjach w tym okresie możemy popisać się kreatywnością w doborze dodatków.


Idealnie sprawdzą się proste swetry w pudrowych kolorach, połączone z ciemnymi spodniami. Taki zestaw świetnie komponuje się z kamizelką (Karolina) jak również z biało-złotym kołnierzykiem (Kaja).
Obie dziewczyny mają lekki makijaż, który jest idealnym dopełnieniem obu stylizacji.

Zarówno Kaja jak i Karolina inspirują się klasyką i elegancją. Ich ulubionymi sklepami są Mohito i Zara, ale odwiedzają również takie jak Bershka, Stradivarius czy H&M.
Lubią takich projektantów jak Dawid Woliński, czy Joanna Przetakiewicz.

            „Uwielbiam jej projekty klasycznych, prostych i eleganckich
                sukienek.”
– mówi Kaja.
Zdaniem dziewczyn w nadchodzącym sezonie modny będzie klasyczny styl, przełamany nowościami.

„Ostatnio czytałam o tym, ze w najbliższych miesiącach modne będą
     kurtki typu Flyers
– mówi Karolina.


Do całego zestawu wystarczy spora, czarna torba i można ruszać na lekcje.
                                                                                                                Z.J; fot. J.K





Muffinki na dobry humor

Nadmiar obowiązków i zimne, ponure dni to listopadowa codzienność niemalże dla każdego. Nic lepiej nie poprawia nastroju w takich momentach niż własnoręcznie zrobiona babeczka. Do tego kubek gorącej herbaty i uśmiech sam pojawia nam się na twarzy. 
Wystarczy niecałe pół godziny, by dzień stał się o wiele przyjemniejszy, więc zapraszam!

Składniki (na 12 sztuk):
            -2 szklanki mąki pszennej
            -2/3 szklanki cukru
            -1 szklanka mleka
            -2 łyżeczki proszku do pieczenia
            -100g masła, roztopionego
            -1 jajko
            -50g (lub trochę więcej) groszków czekoladowych
Sposób przyrządzenia:
Przygotowujemy dwie miski. W jednej mieszamy mąkę, cukier i proszek do pieczenia, natomiast w drugiej jajko, lekko wystudzone masło i mleko. Łączymy zawartość obu misek, dodajemy czekoladę i delikatnie mieszamy.
Ciasto wlewamy do foremek wyłożonych papierowymi papilotkami do 2/3 ich wysokości.
Pieczemy w temperaturze 200*C przez około 20 minut, aż do momentu zarumienienia się naszych małych dzieł. 
Muffinki wychodzą idealnie miękkie w środku i kruche na zewnątrz. Są świetnym elementem wieczoru wypełnionego nauką.

                                                                                  Smacznego! 
                                                                                              Z.J

sobota, 8 listopada 2014

Ruszamy! :-)

Od dzisiaj startujemy z naszą gazetką. Będziemy regularnie dodawać artykuły na naszego bloga. Mamy nadzieję, iż każdy znajdzie tutaj coś, co go zainteresuje. Zachęcamy do lektury! 

W kwestii konkursu dotyczącego nazwy na bloga, nie mamy zbyt dobrych dla Was wiadmości. Bardzo nam przykro, ale żadna z propozycji nie była wystarczająco dobra, w związku z tym nie wybraliśmy zwycięzcy. Mimo wszystko ogromnie dziękujemy każdemu, kto brał udział w konkursie. Było nam bardzo miło zobaczyć tak wiele pomysłów. :-)

Redakcja