niedziela, 25 stycznia 2015

Walter „Walt” Whitman - Życiorys.


Wspaniały poeta, bardzo dobrze się go czyta. Urodził się, gdy mały Otto von Bismarck nauczył się biegać, zmarł gdy Albert Victor, członek rodziny królewskiej podejrzewany o zbrodnie, których dokonać miał Jack the Ripper zmarł na syfilis. Trochę dziwny wstęp, ale do rzeczy.

Walt Whitman urodził się na Long Island w stanie Nowy Jork w 1819 roku w dużej rodzinie (osiem sztuk rodzeństwa). Na początku swej kariery mały Walcik, biegał wesół do szkoły, ale trwało to tylko kilka lat, potem poświęcił się pracy. Od 1830 roku pracował w drukarni. Miał czas czytywać sławnych autorów. W 1836 roku wrócił na Long Island i został nauczycielem. Wydawał tam tygodniki, po czym wrócił do Nowego Jorku
W 1840 brał udział w kampanii prezydenckiej Martina Van Burena. W czasie wojny secesyjnej działał w Waszyngtonie zajmując się rannymi żołnierzami i widywał Abrahama Lincolna. Po wojnie został urzędnikiem, ale bardziej interesująca jrst jego działalność poetycka. W roku 1841 zaczął wydawać swoje opowiadania i powieści oraz zbiory opowiadań. Zostały przyjęte pozytywnie.




Walt Whitman w 1855 r


Uznaje się, że Walt Whitman był homoseksualistą lub biseksualistą (Peter Doyle i te sprawy). Był także deistą. Whitman zmarł 26 marca 1892 i został pochowany w grobowcu własnego projektu.



Kilka jego wierszy:

"O, Kapitanie, Mój Kapitanie!" (napisany po śmierci pana Lincolna)

O kapitanie, mój kapitanie!
Nasza pełna lęku podróż dobiegła końca.
Okręt pokonał każdą nawałnicę, nagroda, na którą polowaliśmy, zdobyta,
Port już niedaleko, słyszę dzwony, ludzie wiwatują.
A oczy wiodą na kil, statek groźny i śmiały;
O serce! O serce! Serce!
O skrwawione kroplami czerwieni!
Tam gdzie na pokładzie Mój Kapitan leży
Zimny i martwy.

O kapitanie, mój kapitanie!

Powstań i posłuchaj dzwonów;
Powstań – dla Ciebie wciągnięto flagę – dla Ciebie trąbka zagrała,
Dla Ciebie bukiety i ozdobne wieńce – dla Ciebie nabrzeże triumfujące,
Tobie wiwatuje ten rozkołysany tłum, ochocze twarze obracają się,
Słuchaj Kapitanie! Ukochany ojcze!
Moje ramię pod Twoją głową!
To ten sam sen, który śniłeś!
Ten właśnie sen z Twojego pokładu,
Na którym spocząłeś zimny i martwy.

Ale Mój Kapitan nie odpowiada, jego usta są blade i bezgłośne.
Mój ojciec nie czuje mojego ramienia, nie ma w nim życia i woli.
Okręt już zakotwiczył bezpiecznie i pewnie, podróż skończona i dokonana,
Z przerażającego rejsu zwycięski statek przybywa z nagrodą,
Wiwatuj tłumie i dzwony dzwońcie!
Lecz ja żałobnym krokiem
Przechadzał się będę po pokładzie,
Gdzie mój Kapitan leży zimny i martwy.

Mój ulubiony:

"Do historyka"

Ty, co sławisz rzeczy minione,
Coś wydobył to, co zewnętrzne, powierzchnie ras, życie,
które obnażało się samo,
Coś rozpatrywał człowieka jako wytwór polityk
i zbiorowisk, rządzących i kapłanów,
Ja, mieszkaniec Alleganów, rozpatruję go samego w sobie,
w kręgu jego własnych praw,
Cisnąć puls życia, które rzadko obnaża się samo ( wielka
duma człowieka samego w sobie )
Piewca Osobowości, zarysowujący to, co ma być jeszcze,
Kreślę dzieje przyszłości.

"Do kogoś, kto umrze niebawem"

Spomiędzy wszystkich ciebie to wyróżniam i tobie
przekazuję zlecenie:
Umrzesz - niechaj inni gadają, co żywnie im się spodoba,
kłamać nie mam ochoty,
Jestem dokładny i nieubłagany, lecz czule ciebie miłuję -
spod tego się nie wyłamiesz.
*
Lekko nakładam na ciebie prawą dłoń, zaledwo
ją uczuwasz,
Nie rozumuję, głowę nachylam głęboko i przesłaniam
ją wpół,
Trwam blisko ciebie, milczący, nie odstąpię cię
ani na chwilę,
Czymś więcej niż samarytaninem, czymś więcej jestem
niźli krewny lub sąsiad,
Z wszystkiego cię rozgrzeszam, z wyjątkiem twego ja
duchowo - cielesnego, to jest wiekuistego, twoje ja
z pewnością wyjdzie ciało,
Trup, którego opuscisz, będzie jeno opustoszałą łupiną.
*
Słońce w nieprzewidzialnych przeżyna się kierunkach,
Ciebie wypełniają myśli mocne i ufność, uśmiechasz się,
Zapominasz sam, że jesteś chory, podobnie jak ja o tym
zapominam,
Nie dostrzegasz lekarstw, nie zważasz na przyjaciół,
którzy szlochają, ja bowiem jestem z tobą,
Usuwam wszystkich sprzed oblicza twego, tu nie ma nic,
nad czym należałoby się litować,
Nie lituję się, wraz z tobą mam prawo się weselić.
-

Jego dzieła na polski przełożył pan Krzysztof Boczkowski polski poeta, tłumacz poezji angielskiej.

W niektórych kręgach popularność zyskał po emisji serialu "Breaking Bad", w którym to tomik jego poezji wystąpił kilkakrotnie.

Bartłomiej Małczyński

Edgar Allan Poe - Życiorys część I .

Natchniony tekstem o H. P. Lovecrafcie, redakcyjnego kolegi Bartka Oleszki, wpadłem na pomysł utworzenia na blogu „Kącika biograficznego”, w którym mogłyby pojawiać się teksty dotyczące życia nie tylko pisarzy, ale także innych postaci z historii i żyjących teraz. Tak więc kontynuując rozpoczęty już „projekt” chciałbym przybliżyć sylwetki innych znanych osób, zaczynając od przybliżenia życiorysu pisarza, Edgara Allana Poe.
Edgar Allan Poe wśród historyków literatury określany jest mianem „pisarza archetypu” – były żołnierz, wdowiec, alkoholik, opiumista, a przede wszystkim wybitny twórca opowieści tajemniczych, miłosnych, makabrycznych czy też groteskowych, tak najkrótszymi słowami można opisać tę wybitną postać, którą pragnę państwu przybliżyć.
Najpierw, nim przejdziemy do jego twórczości, chciałbym przedstawić krótką biografię tegoż pana.
Urodzony w Bostonie w stanie Massachusetts 19 stycznia 1809 roku mały Edgar w wieku dwóch lat został osierocony przez matkę, aktorkę Elizabeth Arnold Hopkins Poe zmarłą na gruźlicę, a rok wcześniej pozostawiony przez ojca Davida Poe, wraz z chorą matką oraz dwojgiem rodzeństwa. Dzieciństwo Edgara nie było zbyt wesołe, sierota znalazła się w domu Allanów (stąd drugie nazwisko), w Richmond, w stanie Wirginia. John Allan i jego rodzina stali się dla przyszłego pisarza rodziną zastępczą, choć nigdy formalnie go nie adoptowali. Allanowie trudnili się handlem wszelkimi towarami i na tym polu odnosili spore sukcesy. W wieku sześciu lat, wraz ze swoją przybraną rodziną, przeniósł się do Europy. Uczęszczał do szkoły Irvine w Szkocji, gdzie jego wuj, John Allan się urodził. Potem przeniósł się do Londynu, gdzie uczył się w szkole z internatem, a następnie wstąpił do szkoły Reverend John Bransby’s Manor House School w Stoke Newington. W roku 1820 z Allanami powrócił do Richmond. Następnym ważnym wydarzeniem w życiu poety była śmierć wuja, która nastąpiła na początku 1825 roku. W spadku pozostawił (mógł sobie na to pozwolić, bo należał do najbogatszych osób w Richmond) Edgarowi dużą posiadłość. Latem zakupił dwupiętrowy dom. Następnie wyjechał na roczne studia językowe na Uniwersytet Virginia w lutym 1826 roku. Po roku zrezygnował z powodu długów. W 1927 roku znalazł się w Bostonie, gdzie pisał do gazet pod pseudonimem „Henri de Rennet”. Mimo dorywczych prac jako urzędnik czy dziennikarz osiemnastoletni Poe nie był w stanie się utrzymać, także w tym samym roku zaciągnął się do armii w stopniu szeregowego pod fałszywym nazwiskiem i nieprawdziwą datą urodzenia (sugerującą, że miał dwadzieścia dwa lata). Służył w forcie Independence w Bostonie. Wtedy też pracował nad krótkim i pominiętym przez czytelników zbiorem poezji pod tytułem: „Tamerlane i inne poezje”. Następnie trafił do fortu Moultrie w Charleston w Południowej Karolinie, tam udało mu się wymigać od dalszej pięcioletniej służby wojskowej. W tym momencie miał już stopień chorążego. Wrócił do domu w dzień po pogrzebie swojej przybranej matki, która zmarła po długiej chorobie. Edgar został zwolniony z wojska i wstąpił do West Point. Wcześniej przeprowadził się do Baltimore i wydał drugą książkę. W 1830 Poe został przyjęty w poczet kadetów akademii wojskowej West Point, by po roku, w 1831 zostać przez sąd wojskowy zostać uznanym za winnego rażących zaniedbań i nieposłuszeństwa i zwolniony ze szkoły. W tym czasie Edgar popadł w konflikt z przybranym ojcem. Opuścił Nowy Jork i wydał trzytomowy zbiór poezji. Tak zaczęła się jego kariera pisarska.

Ciąg dalszy nastąpi.

Bartłomiej Małczyński


Ignacy Aleksander Blumer - Życiorys część I.


Niedoszły król Florydy, pirat, wolnomularz, wojskowy, generał wojsk Królestwa Polskiego, oficer Legionów Polskich, uczestnik wojny roku 1792 i wojny w obronie konstytucji 3-ego Maja – Ignacy Aleksander Blumer.

Rodzina Blumerów, a właściwie O’Blumerów wywodziła się ze starej irlandzkiej szlachty. Pewien angielski pułkownik artylerii z tego zacnego rodu, postanowił przejść jako instruktor na służbę do wojska rosyjskiego – działo się to za czasów cara Piotra I Wielkiego. Tak oto O’Blummerowie wyjechali na wschód Europy zmieniając nazwisko na Blumer.
Przenieśmy się do trochę późniejszego okresu, w którym syn carskiego instruktora – Piotr – osiadł już na polskiej ziemi i ożenił się z Anielą , z domu Szawrońską. Owocem ich miłości był Ignacy Aleksander urodzony na Podolu, roku pańskiego 1773 dnia 31 lipca. Tak oto na świat przyszedł przyszły oficer, generał i wielki wojownik.
Nauki pobierał w domu – pomińmy jednak tę część życia naszego bohatera i przenieśmy się trochę dalej w czasie – do dnia, w którym podpisano pierwszą w Europie, a drugą na świecie Konstytucję. Kiedy uchwalono Konstytucję 3 Maja – ustawę regulującą ustrój prawny w Rzeczpospolitej Obojga Narodów – niespełna 18-letni Ignacy Aleksander Blummer zaciągał się do 1 wołyńskiej Brygady Kawalerii Narodowej. I to po tym, jak przedarł się przez ówczesną granicę galicyjską. W tej jednostce jako kawalerzysta przetrwał kampanię roku 1792 - walczył w bitwach pod Zieleńcami (17 VI), Dubienką (18 VII), Markuszowem (26 VII). Rok 1793 dla młodego żołnierza mógł być rozczarowujący. Wiosną Blumer wraz z brygadą został wcielony do wojska rosyjskiego. W 1794 roku, na wieść o wybuchu powstania pod wodzą Kościuszki w służbie Franciszka Wyszkowskiego, przebił się z Podola, w Lubelskie, po drodze gromiąc oddziały kozackie. Następnie przedostał się do Warszawy, gdzie wstąpił do służby w ułanach królewskich . Ostatecznie trafił do 1. Pułku Straży Przedniej. Tam dosłużył się stopnia porucznika i został ranny w nogę.
Po upadku insurekcji kościuszkowskiej Blumer znalazł schronienie w Krzywaczce. Była to niewielka wieś położona niedaleko Kalwarii Zebrzydowskiej. Stamtąd z panami Kazimierzem Tańskim i Julianem Sierawskim udał się do Lwowa, skąd przedostał się na Wołoszczyznę gdzie stanął w opozycji do Joachima Deniski. Tu też rozeszły się drogi dotychczasowych towarzyszy podróży młodziana – Julian Sierawski poparł Deniskę i wziął udział w powstaniu. Joachim Mokosiej Denisko był wołyńskim szlachcicem stojącym na czele insurekcji zakończonej sromotną klęską.
Wiosną 1797 roku znalazł się w Konstantynopolu, skąd jesienią wypłynął do Genui, by dotrzeć tam w listopadzie. W dniu św. Mikołaja w Mediolanie zgłosił się do Legionów Polskich i 3 marca następnego roku został podporucznikiem I batalionu 2 Legii, by po dziesięciu dniach awansować na porucznika. Jego kariera szybko się rozwijała. Brał udział w bitwach. Już 26 marca 1799 - gdy na polu nieszczęsnej bitwy pod Legnago jeszcze stygły trupy pięciu tysięcy francuskich i polskich regimentów - został mianowany na kapitana. Ranny w bitwie niedługo się cieszył nowym stopniem, bo został wzięty w niewolę austriacką, tam podał się za francuskiego oficera. Był przetrzymywany w Ratyzbonie, gdzie często musiał się upominać o losy jeńców nękanych przez bezlitosnego austriackiego komendanta więzienia.
Po powrocie z niewoli został mianowany 9 marca 1800 roku na kapitana trzeciej klasy IV batalionu Legii Włoskiej. Po grudniowej reorganizacji w 1801 trafił do I batalionu 2. Półbrygady Liniowej Polskiej z którą też, wraz z generałem Karolem Wiktorem Leclerkiem, wyruszył na ekspedycję, na San Domingo w 1802 roku. Miał wziąć udział w strasznych walkach, gdzie o wiele groźniejsze były komary roznoszące żółtą febrę niż murzyńskie kule. Jednak kapitanowi Blumerowi zdrowie zawsze dopisywało, zresztą nic dziwnego – ponoć miał około 190 cm i był bardzo silnym człowiekiem – nie chorował, nie brał urlopu i sumiennie wywiązywał się ze swych obowiązków. Jednak taki stan rzeczy trwał niedługo, bo 27 marca 1803 w trakcie ciężkiej, wyczerpującej walki w wąwozie Kay zachorował na żółtą febrę. Szybko zwalczył chorobę, następnie przejął dowództwo nad niewielkim oddziałem ozdrowieńców w szpitalu w Jeremie.
Wsławił się wybitnie w trakcie ewakuacji okręgu Jereme, do której doszło w lipcu 1803 roku. Bezpiecznie poprowadził 112 rekonwalescentów ze szpitala przez pięć kilometrów do innego posterunku w Trou Bonbon, po ataku kilku tysięcy Murzynów (źródła mówią o około 5 tysiącach). Za ten wyczyn generał Fressinet mianował Polaka podpułkownikiem.
Świeżo mianowany zebrał grupę Polaków chcących wracać do domu i wypłynął w pierwszej kolejności na Kubę. Wyprawa została szybko przerwana , gdy bryg HMS "Racoon" zatrzymał okręt. Blumerowi udało się – zasłonił się przynależnością do masonerii – został puszczony wolno. Następnie przez jakiś czas pływał i jak pirat łupił angielskie okręty. Podobnie postąpili kpt. Kobylański, czy por. Lux – koledzy Blumera po fachu.
Dalsze losy naszego rodaka przerodziła się w romantyczną i egzotyczną przygodę, kiedy to statek płynący do Ameryki Północnej z nim na pokładzie, ścigany przez angielski okręt rozbił się u wybrzeży Florydy. Towarzysze niedoli i rozbitkowie namawiali go, by założył kolonie a sam został jej królem. Nic z tych niezwykłych planów nie wynikło, obowiązki wzywały i Ignacy musiał wracać skąd przybył – do Polski.
Ciąg dalszy nastąpi.

Bartłomiej Małczyński

czwartek, 22 stycznia 2015

Młodzi na sportowo

To tytuł zbioru wywiadów, w których będę prezentować sylwetki młodych i utalentowanych sportowców. Będą to ludzie, którzy mimo panującej tendencji do wielogodzinnego siedzenia  przed komputerem, pokażą, że dzisiejszy młody człowiek   żyje nie tylko w wirtualnym świecie.


Oto pierwszy wywiad, przeprowadzony przeze mnie z młodym piłkarzem. Piotr opowiada w nim o swojej drodze, którą musiał przejść aby odnieść sukces, ale przede wszystkim, by móc spełnić swoje marzenia. Zanim przejdziecie do czytania naszej rozmowy, chcę przybliżyć Wam sylwetkę mojego  rozmówcy - Piotra Mirka. Ma on 28 lat. Ukończył studia na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Mimo, że dużo pracuje, zawsze znajdzie czas na grę w piłkę nożną. 
 
Angelika: Kiedy zrodziła się Twoja pasja do tego sportu oraz jakie były Twoje początki w piłce nożnej?

Piotr: Wiesz, ja już w dzieciństwie chciałem być sportowcem. Na początku nie wiedziałem, jaki sport chcę uprawiać, ale wiele godzin spędzonych na grze w piłkę nożną z kolegami na podwórku z czasem przerodziło się w pasję do tej dyscypliny. W piątej klasie podstawówki zapisałem się do klubu sportowego LKS Niedźwiedź, do  drużyny trampkarzy.

A: Jak godziłeś obowiązki szkolne z treningami?

P: No cóż, łatwo nie było, ale chęć rozwijania pasji, jaką jest piłka nożna, dodawała mi motywacji. Poza tym, ze szkoły wracałem do domu około godziny 15.00, a trening zaczynał się o osiemnastej, więc zawsze miałem trochę czasu na naukę.

A: Co najbardziej Ci się podoba w piłce nożnej?

P: Piłka nożna to przede wszystkim  gra zespołowa. Wymaga ona współpracy i zaangażowania wszystkich zawodników. Ja od zawsze miałem w sobie chęć rywalizacji i lubiłem pracę w grupie, dlatego kiedy nasza drużyna odnosi sukces, to wszystkich nas ogarnia radość i satysfakcja.

A: Czy kiedykolwiek miałeś kontuzje?

P: Jak w przypadku każdego wyczynowego sportowca, czasami przytrafiały mi się kontuzje. Raz były to drobne urazy, ale również zdarzały się poważniejsze. Najpoważniejsza, jaką miałem, było zerwanie więzadła krzyżowego w kolanie, które zakończyło się zabiegiem rekonstrukcji i dwuletnim rozbratem z piłką nożną.
A: W jakim klubie grasz obecnie i na jakiej pozycji? Jaki masz numer na koszulce? Ile czasu poświęcasz na treningi?

P: Obecnie gram w klubie LKS Wierzbowianka-Wierzbno, klasa A grupa I. W drużynie jestem zawodnikiem grającym na środkowej obronie. Gram z numerem 8. Na  trening jeżdżę 2 razy w tygodniu po trzy godziny. Dodatkowo biegam, jeżdżę na rowerze oraz chodzę na basen.

A: Jak przygotowujesz się do ważnych meczy?

P: Dla mnie każdy mecz jest ważny, dlatego w przeddzień meczu zawsze  staram się odpocząć i zapewnić sobie odpowiednią dawkę snu.

A: A jak wygląda sezon piłkarski?

P: Rozgrywki ligowe trwają od początku wiosny do końca czerwca i w okresie jesiennym, czyli od sierpnia do listopada. W okresie między rozgrywkami nadal trwają treningi, które prowadzone są w celu  utrzymywania formy zawodników.

A: Czy masz swoją ulubioną drużynę  piłkarską w Polsce lub za granicą?

P: Moją ulubioną drużyną jest Reprezentacja Polski. Zawsze jej kibicuję i czasami jeżdżę na mecze.

A: Jak zareagowali Twoi rodzice na wiadomość, że ich syn chce zostać piłkarzem?

P: Mam to szczęście, że moi rodzice zawsze mnie wspierali i to nie tylko w sprawach zaangażowania w sport, ale również w innych dziedzinach  życia. Każdą moją decyzję zawsze szanują i starają się zrozumieć, dlaczego akurat taką drogę wybrałem. To właśnie dzięki moim rodzicom piłka nożna stała się dla mnie drogą do szczęścia i spełnienia. 

A: Jak zachęciłbyś młodych ludzi czytających gazetkę „Spotkajmy się w Pijarni” do spełniania swoich marzeń i do odkrywania w sobie talentów do sportu?

P: Drodzy czytelnicy :) Na pewno każdy z Was ma jakąś pasję, wystarczy tylko głęboko spojrzeć w swoje wnętrze i zacząć od dziś próbować spełniać swoje marzenia. Pamiętajcie, aby nigdy się nie poddawać. Życzę Wam powodzenia PIOTREK :)  


Kochani, jeżeli spodobał się Wam pierwszy wywiad z cyklu "Młodzi na sportowo" i chcielibyście, tak jak Piotrek, podzielić się Waszymi sportowymi pasjami na łamach naszej gazetki szkolnej, to proszę o kontakt ze mną.

Angelika Nawalny

Terroryzm

Media już dawno podały informację co się ostatnio się stało w centrum Paryża. Muzułmańscy ekstremiści przypuścili krwawy atak na dziennikarzach redakcji "Charlie Hebdo" i zabili 12 osób. To rozpoczęło dyskusję na temat ekstremizmu w Europie.

Na początek trzeba sobie zadać pytanie, czym dokładnie jest ekstremizm? Jest to realizowanie skrajnych ideologii i poglądów politycznych, ekonomicznych, społecznych i religijnych za pomocą siły, przemocy i terroru. W większości przypadków chodzi tu o kwestie religijne propagowane przez organizacje terrorystyczne, takie jak Al-Kaida czy Państwo Islamskie. Te niebezpieczne struktury cieszą się dużą popularnością w krajach, gdzie poziom życia nie jest wysoki, ludzie niewykształceni są podatni na manipulacje i za wszelką cenę chcą przypodobać się Bogu i swoim przełożonym.

Przywódcy organizacji terrorystycznych manipulują religią, zmieniają jej zasady wedle swojego uznania, a bojownikom wmawiają, że zabijanie niewiernych „islamowi” jest rzeczą świętą. Oczywiście trzeba tutaj oddzielić właściwą ideologię islamu od jej modyfikacji. Islam w takim kraju jak np: Turcja jest bardzo podobny do religii chrześcijańskiej, w której nikt nikogo nie prosi o zabijanie kogokolwiek, o złe traktowanie kobiet czy przemoc.

Terroryzm bierze swój początek na Bliskim Wschodzie, w nowo powstałym Państwie Islamskim, Syrii i przelewa się na inne kraje wraz z emigrantami, którzy nie respektują praw w innym kraju i próbują wprowadzić swoje zwyczaje. Przykładem tego jest próba wprowadzenie szariatu, czyli prawa nieuznającego zwyczajów świeckich tylko religijnych. Krótko mówiąc, kodeks karny jest zupełnie nieważny. Takie zjawisko można zauważyć już w Wielkiej Brytanii (Tower Hamlets), Francji (Paryż, Marsylia). Z czasem może się okazać, że picie alkoholu lub spotkanie kobiety ubranej „po europejsku” może skończyć się chłostą.

Jak walczyć z ekstremizmem i terroryzmem?
Ekstremiści islamscy cechują się bardzo dużym oddaniem religii. Takie zachowanie ma plusy i minusy. Zalety, ponieważ ludzie są gotowi poświęcić wszystko, by dostać się do obiecanego „raju” gdzie czekają na nich dziewice. Wady, bo ta sama religia może ich zabić lub zniechęcić do działania.
Jednostki antyterrorystyczne zabijając terrorystów powodują, że ich śmierć uznaje się za „męczeńską”. Jednak ten problem trzeba rozwiązać inaczej. Z historii znana jest metoda amerykańskiego generała Johna Pershinga, który twierdził, że wroga zwalcza się bronią skuteczną z jego punktu widzenia. Dowódca amerykańskiej armii tuż przed I wojną światową walczył z winnymi ataków terrorystycznych na Filipinach. Generał złapał 50 terrorystów, przywiązał ich do pali i rozpoczął przygotowania do egzekucji. Jego oddział zarżnął dwie świnie na oczach przerażonych ekstremistów. Muzułmanie nienawidzą świń i  twierdzą, że są to zwierzęta nieczyste, a jakikolwiek kontakt z nimi blokuje wejście do „raju”. Żołnierze zanurzyli kule w świńskiej krwią po czym rozstrzelali 49 jeńców. Wykopano dół,  gdzie wrzucono ciała, które jeszcze obficie oblano świńską krwią. Ostatniego terrorystę uwolniono, by opowiedział o tym zdarzeniu ku przestrodze.

Paweł Pytel 

środa, 21 stycznia 2015

Wyjazd naszych uczniów do Warszawy

Od 12 do 14 grudnia dziesięcioro uczniów z naszej szkoły uczestniczyło w obchodach rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. W piątek 12 grudnia wyjechaliśmy do stolicy, spaliśmy w szkole podstawowej prowadzonej przez zakon pijarów. Jeszcze tego samego wieczoru odbył się maraton filmów ukazujących realia stanu wojennego i PRL-u. Można było zobaczyć trzy filmy: ,,80 milionów", ,,Popiełuszko- wolność jest w nas" i ,,Bez końca". My obejrzeliśmy ten ostatni.  Następnego dnia od rana mieliśmy ściśle określony grafik. Najpierw odwiedziliśmy areszt w Białołęce, w którym trzech z wielu internowanych mężczyzn w 1981 r. opowiadało nam swoją osobistą historię. W wykładzie uczestniczyli także obecni więźniowie, z których niektórzy mieli spędzić w więzieniu resztę swojego życia. Mieliśmy możliwość zobaczenia typowej celi więziennej, a także wystawy muzealnej na temat internowanych w stanie wojennym. Więzienie w Białołęce jest  bardzo smutne, znajduje się tam jednak boisko (ogrodzone bardzo wysokim murem), tzw.: spacerniak i szkoła dla  skazańców, którzy nie zdali matury. Dla niektórzych więźniów są ,,zajęcia dodatkowe'' w postaci prowadzenia gazetki i prace społeczne poza murami więzienia np. opieka nad zwierzętami w schronisku. Można powiedzieć, że poznaliśmy życie więźniów ,,od kuchni" i ich jadłospis. Następnie grupa została pożegnana przez prcowników służby więziennej  I udała się na dalsze zwieszanie Warszawy. Niestety nie starczyło czasu, by wziąć udział w przejeździe Ikarusa- starego autobusu i wzięciu udziału w rekonstrukcji historycznej wydarzeń z 1981 r., więc musiało nam wystarczyć pamiątkowe zdjęcie z grupą milicjantów w mundurach z epoki. Wieczorem wzięliśmy udział w koncercie trzech bardów stanu wojennego, którzy śpiewali piękne piosenki o wolności, np.: Wyrwij murom zęby krat, Jana Kaczmarskiego. Cały koncert był tak piękny że e oczach wielu z nas zabłysły łzy wzruszenia. Po porannej, niedzielnej mszy św. ruszyliśmy w stronę dworca kolejowego. Mimo, że wracaliśmy już do domu nie był to koniec wrażeń, ponieważ na dworcu trafiliśmy na pierwszy przejazd pociągu: pendolino. Oczywiście nie zabrakło mężczyzn protestujących przeciwko wyższym cenom biletów na przejazd nowoczesnym pociągiem, którzy próbowali dostać się do pendolino, ale nie mieli ważnych biletów. Bezpiecznie wróciliśmy do Krakowa.










Julia Król

wtorek, 20 stycznia 2015

Grunt to elegancja

Codziennie stykamy się z różnymi stylizacjami. Każdy mijany na ulicy człowiek się czymś wyróżnia, stara się mieć swój styl. Niektórzy, na co dzień wybierają bezpretensjonalny, luźny styl. Natomiast inni wybierają szyk i elegancję.

Szkoła jest miejscem, w którym młodzi ludzie spędzają sporą cześć swojego czasu. Jest to idealna okazja do pokazania tego, jakim się jest oraz co się lubi.

Ubiór jest dosyć ważną kwestią, lecz oczywiście nie najważniejszą.
Mimo tego, każdy miewa momenty, w których chce wyglądać lepiej niż zazwyczaj. W tej sytuacji warto wykorzystać odrobinę elegancji.  

Wokół nas są osoby obeznane w tej dziedzinie, wobec czego warto nieraz zaczerpnąć od nich nieco inspiracji. Nie ubliżając płci pięknej, trochę większe zainteresowanie wzbudzają elegancko ubrani mężczyźni. Wbrew pozorom, można czuć się dobrze i swobodnie w takim stylu na co dzień. Perfekcyjnie wyprasowane koszule i spodnie przyciągają wzrok wielu osób.
„Jeżeli chce się wyglądać dobrze w oczach innych, to nie ma innego wyjścia niż prosty, ładny i elegancki strój” mówi Kuba.



Dobrą dawkę inspiracji może dostarczyć magazyn „Logo” lub przeglądanie wystaw sklepów w tym stylu, przykładowo w Peek&Cloppenburg.

Warto zajrzeć do sklepów, takich jak Cubus czy H&M. Jednak taki ubiór nie jest przeznaczony dla wszystkich.
Według Oskara „Każdy posiada swój styl i nie może nosić niczego na siłę. Jeden czuje się lepiej w koszuli, a inny w dresie”.



Wygląd jest w dzisiejszych czasach rzeczą niemal pierwszoplanową, z racji czego przywiązuje się do niego dużą wagę. Nie warto jednak na siłę starać się zmienić, tylko czerpać inspirację od tych, którzy w naszych oczach wyglądają dobrze.

Zosia Jach